Pierwszy Niedźwiedź Rzeczypospolitej - Blog

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Ja tylko chciałem być "trendy" i "Emo"

Być jak EMO

Ejo.

Nic ostatnio nie pisałem w moim blogasku, bo chciałem być jak Emo. Ponieważ jest to w chwili obecnej najbardziej popularna subkultura, chciałem zobaczyć jak to jest "być emo". Poczytałem więc wszelkiej rad na emo - blogach i emo - stronach. Wyciągnąłem z nich kilka rad odnośnie tego, jak być emo, i przez tydzień chciałem się nim stać. Może to zbyt radykalne zachowanie na 27 letniego człowieka, ale co mi tam.

Cechy charakterystyczne Emo czyli:

  • grzywka zachodząca na połowę twarzy
  • nie do końca umyte włosy
  • drogie, markowe ciuchy i równie drogie perfumy (chcąc być hardcore - emo postanowiłem zamiast mydła używać perfum)
  • stołowanie się w barach fast - food
  • imprezki wśród innych emo
  • prowadzenie bloga którego nikt nie rozumie.
  • rytualne podcinanie się tępą żyletką która nie chce współpracować

 

Dzień PIERWSZY 

Wstałem jak zwykle lewą nogą i popatrzyłem się na świat. Był szary. Poszedłem więc do łazienki nałożyć na siebie odpowiednią dawkę perfum i włożyć czarne jeansy. Rodzina patrzyła sie na mnie jak na wariata. Nie rozumieją mnie. Wyszedłem więc z domu i chodząc bez celu trafiłem do restauracji gdzie zjadłem kota w cieście, zwanego przez sprzedawcę "kebab", po czym wypiłem kolę i wróciłem do domu.

Tu mnie znowu nie rozumieją i pytają się co się ze mną dzieje. Dlaczego oni nic nie widza?

Kładę się spać bez chęci wstania następnego dnia. Jeansy powiesiłem na skraju łóżka i z bólem serca zasnąłęm.

Dzień DRUGI

Znowu wstałem lewą nogą. Miałem koszmary z żyletką która nie działa w roli głównej. Wstałem spocony. Poszedłem do łazienki w celu nałożenia większej ilości perfum niż wczoraj. Fajnie, pachnę normalnie. Włożyłem jeansy i wyszedłem na dwór. Znowu pada.

Jadę na miasto. W autobusie mało ludzi, nie ma się do nikogo odezwać. Na mieście zjadłem psa w bułce (w innym lokalu, bo wczorajszy sprzedawca był mało emo) zwanego falafel, po czym wypiłem kolę.

Wróciłem do domu. Nie jedałem nic co było przygotowane, bo chcę zrzucić kilka kilo. Rodzina stopniowo zaczyna się ode mnie odsuwać. Nie wiem dlaczego. Dostałem smska od znajomego z zaproszeniem na imprezkę. Nie pójdę, bo będzie tam za dużo ludzi. A ja nie lubię dzikich tłumów. Może pójdę na imprezkę jutro.

Dzień TRZECI

Dziś wyjątkowo wstałem prawą nogą. Świat jest piękny. Pada lekki deszcz. Włosy powoli zaczynają się przetłuszczać, więc są łatwiejsze do ułożenia. Wspomagam je kupionym przez żonę żelem. Wczorajsza koszulka którą włozyłem do pralki zaczyna wydzielać nieprzyjemne zapachy. Ja chyba też. Więc nakładam na siebie większą ilość perfum. Moje się skończyły, więc używam perfum żony.

Rodzina nie podchodzi do mnie na bliżej niż 2 metry. Nie rozumieją mnie. Nie chcą rozmawiać - to nie. Wychodzę na miasto. Może pójdę na imprezkę na którą dostałem wczoraj zaproszenie. Podjeżdzam pod lokal - zamknięty. Impreza była wczoraj. Co za perfidia. Nikt mnie nie chce wspomóc. Nad miastem czarne chmury. Coraz bardziej mi się chce jeść, więc z nerwów ide do super fajnej restauracji gdzie podają jedzenie na plastikowych talerzach. Zjadam dwa czisy i wypijam kole. Wracam do domu. Rodzina  daleka ode mnie. Dziś najgorszy dzień mego nudnego i szarego życia.

Dzień CZWARTY.

Znowu miałem koszmar z żyletką w roli głównej. Jak zwkle wstaje spocony. Żona krzyczy, gdzie się podziały jej perfumy i żel do włosów. Czuję się źle. Powoli będę musiał przeprosić się z mydłem. Wyjdę na miasto. Może coś się odmieni. W autobusie ludzie dziwnie przenoszą się na drugą stronę. Oni mnie nie akceptują. Oni mnie nie rozumieją. Jest strasznie.

Na mieście chlapa i nuda. Nikt mnie nie zauważa. Wchodzę do tej samej restauracji co wczoraj, ale wyprowadza mnie ochrona ze słowami "żul i brudas". A wczoraj było wszystko OK. Nie rozumiem tych podłych ludzi.

Dzień PIĄTY.

Nie mogę wstać z łóżka. Żel z dwóch dni połączony z potem z koszmarów zespolił moją głowę z poduszką. Ona mnie nie rozumie. Biorę żyletkę i chcę się pociąć. Jednak jest ona zbyt tępa. Żyletka mnie nie rozumie. Powoli zaczynam płakać. Postanowiłem się przełamać i zmyć z siebie to co nakładałem przez kilka dni. Po pierwszym opłukaniu się prysznicem zapchałem rury. One mnie nie rozumieją. Nie wiem co począć.

Dzień SZÓSTY

Mam już dosyć tego świata. Normalnieje. Wczoraj facet od rur wziął 400 zł za ich udrożnienie. Biorę pumeks, ryżową szczotkę i idę na myjnię samochodową. Mimo, iż facetowi od myjni wydało się to dosyć dziwnym posunięciem, zaakceptował mnie jako klienta. Tam po użyciu detergentu do czyszczenia tirów udaje mi się dojść do siebie. Marudził tylko tyle, że tyle brudu nie widział nawet na tirach które wracają z Uralu. Możliwe. Wracam do domu, przepraszam za tydzień wariactw. I już jest OK 

PS. Tak de facto - śmieszność tej subkultury jest tym co zainspirowało mnie do napisania tego artykułu. Byłem jednak tylko mentalnym EMO - wody i mydła używałem codziennie. Fast foodów nie zjadałem. Z jednego powodu - kocham zwierzęta :)
 

Wyszukiwarka

We have 2 guests online